Dziennikarzowi nie wolno ujawnić informatora

Dziennikarzowi nie wolno ujawnić informatora

Dodano:   /  Zmieniono: 
Konferencja prasowa Sylwestra Latkowskiego po wkroczeniu agentów ABW do redakcji "Wprost" (fot.Arek Markowicz)
Gdyby naczelny „Wprost” oddał laptopa, mógłby się narazić na odpowiedzialność karną. Ujawnienie tajemnicy dziennikarskiej to przestępstwo – przekonuje dr nauk prawnych Hanna Gajewska-Kraczkowska*.

Kiedy dziennikarz może być zwolniony z tajemnicy dziennikarskiej?
Tylko w przypadkach zabójstwa lub zamachu na niepodległość RP czy jej ustrój konstytucyjny. Jeśli w grę wchodzą takie przestępstwa, dziennikarz jest również zwolniony z utrzymania w tajemnicy danych informatora. W innych sytuacjach jest to wykluczone.

Czyli redaktor naczelny tygodnika „Wprost” postąpił słusznie, nie wydając funkcjonariuszom ABW laptopa?
Z punktu widzenia prawa, dziennikarz jest związany tajemnicą. Taka osoba na żądanie organu ścigania powinna wydać dokument z zastrzeżeniem, że objęty on jest tą tajemnicą. Organ ścigania ma obowiązek bez odczytywania tego dokumentu przekazać go sądowi, który rozważy zasadność uchylenia tajemnicy dziennikarskiej. Rzecz jednak w tym, że sąd, w szczególnie uzasadnionych przypadkach uprawniony do uchylenia tajemnicy, nie może jej uchylić odnośnie ujawnienia danych informatora. Jeśli celem przeszukania było ustalenie, kto był informatorem, to działania prokuratury i ABW są pozbawione podstaw prawnych. Mają bowiem na celu uzyskanie danych, które nie mogą być ujawnione.

Czy dziennikarz może się sam zwolnić z tajemnicy dziennikarskiej?
Nie. Jest jedynie jej depozytariuszem i nie może nią rozporządzać. Ujawnienie tajemnicy jest przestępstwem.

Czy przeszukanie pomieszczenia redakcji „Wprost” było legalne?
Byłoby zgodne z przepisami (o ile nastąpiło), jeśli celem nie było ustalenie informatora. W przeciwnym wypadku żaden sąd nie może zalegalizować uzyskanych w ten sposób materiałów, gdyż nie jest władny uchylić tajemnicy dziennikarskiej w tym zakresie.

W opinii byłego zastępcy prokuratora generalnego Ryszarda Stefańskiego odmowa wydania materiałów z nielegalnych podsłuchów przez „Wprost” była sprzeczna z prawem, bo taśmy są nagrane nielegalnie. Zatem redakcja, chroniąc przestępcę, popełnia przestępstwo poplecznictwa.
Stanowczo się z tym nie zgadzam. Słuchając opinii profesora Stefańskiego mam uczucie déją vu. Pamiętam sprzed wielu lat, jeszcze w okresie PRL, a w tamtych czasach tajemnica dziennikarska nie podlegała ochronie, sprawę dziennikarki krakowskiej, opisującej w artykule „Trąd” działania milicjantów sprzedających samochody pochodzące z kradzieży. Odmówiła podania nazwisk informatorów i została oskarżona o poplecznictwo. Sąd ją uniewinnił. Pamiętam także sprawę redaktora Karola Małcużyńskiego - postawiono mu taki sam zarzut, gdy nie chciał podać nazwiska osoby, która dostarczyła mu kopie bulwersujących dokumentów z jednego z ministerstw. Skończyło się podobnie. Zresztą w orzecznictwie Trybunału Praw Człowieka od wielu już lat utrwalona jest linia chronienia dziennikarza przed zmuszaniem go do ujawnienia źródeł informacji.

Rozmowy opublikowane przez „Wprost” odbywały się nie w gmachu rządowym, ale w restauracji. Jaką więc tajemnicę państwową naruszył podsłuchujący? Kodeks karny mówi o nielegalnym uzyskiwaniu informacji, ale tu takiej sytuacji nie było.
Nie jest dla mnie zrozumiałe wszczęcie postępowania na taka skalę w przypadku rozmów „biesiadnych”, w restauracji, poza budynkami rządowymi. Znam wiele spraw, np. rozwodowych, gdy żona oskarża męża o podsłuchiwanie jej rozmów, a prokuratura umarza sprawę z braku społecznej szkodliwości czynu. A tu proszę, spektakularna akcja! Zachowanie zaś takie samo. Zatrzymanie menedżera restauracji jest także wątpliwe. Można go było wezwać na przesłuchanie. Zatrzymanie takie, wśród tętentu kopyt i szczęku oręża jest uzasadnione, gdy istnieje obawa matactwa czy ucieczki. A czy w tym przypadku tak było?

Czy ochrona tajemnicy dziennikarskiej wygląda podobnie jak adwokackiej?
Tajemnica dziennikarska idzie dalej niż adwokacka czy lekarska. Z tych dwóch ostatnich można zwolnić w całości, zaś dziennikarz nie może być zwolniony z tajemnicy co do nazwiska informatora. Jeśli sam to uczyni, narusza prawo.

Gdyby więc naczelny oddał laptopa...?
Zakładając, że w tej sprawie chodzi wyłącznie o ustalenie, kto jest informatorem „Wprost”, mogłoby to narazić naczelnego na odpowiedzialność. Kodeks karny mówi, że „Kto wbrew przepisom ustawy lub przyjętemu na siebie zobowiązaniu ujawnia lub wykorzystuje informację, z którą zapoznał się w związku z pełnioną funkcją, wykonywaną pracą, (…) podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności do lat dwóch”.


Hanna Gajewska-Kraczkowska, dr nauk prawnych, docent Instytutu Prawa Karnego Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Art. 15 ustawy – Prawo prasowe z 26 stycznia 1984 roku: „Dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych”. Nadto, jak wynika z tego przepisu, dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy wszelkich informacji, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione prawem interesy osób trzecich.

Okładka tygodnika WPROST: 26/2014
Więcej możesz przeczytać w 26/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także