Coś źle pachnie

Coś źle pachnie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Badania osmologiczne
Badania osmologiczne / Źródło: YouTube / KWP w Bydgoszczy
Jeśli badania osmologiczne są nierzetelne, a sąd tego nie zauważy, nos psa może przetrącić człowieka na całe życie.

Przed warszawskim sądem toczy się proces poszlakowy o zamordowanie czterech osób: właściciela sklepów z biżuterią, jego 18-letniej córki, nauczyciela tańca i księdza wikariusza. Oskarżony Mariusz B. początkowo przyznał się do zabójstwa, potem wszystko odwołał. Pół roku po zniknięciu księdza znaleziono jego porzucony samochód. Badanie osmologiczne wykazało, że siedział w nim Mariusz B. i używał tego pojazdu już po zaginięciu wikarego. Oskarżony odnosi się do tej najważniejszej w procesie poszlaki, autoryzowanej nosem psa, lekceważąco.

– W Polsce uważa się, że badania osmologiczne mogą być podstawą do ekspertyzy sądowej – mówi „Wprost” kierownik katedry kryminalistyki na Wydziale Prawa i Administracji UW prof. Tadeusz Tomaszewski. – Na świecie panuje pogląd, że podstawą opinii biegłego, którą można wykorzystać w sądzie, musi być sprawdzalna metoda badawcza lub naukowa. W normalnych badaniach laboratoryjnych można wielokrotnie sprawdzać zastosowaną metodykę, czułość użytych urządzeń itd. A jeśli się używa psa? Nie ma pewności, czy są zachowane takie same warunki i czy pies rzeczywiście dokonuje identyfikacji danej osoby.

Pod jedną czapą

Tak było w głośnej w 1998 r. sprawie zabójstwa dwóch dilerów Ery GSM przez Małgorzatę R. i jej kompanów. Choć pytanie, kto strzelał do ofiar, pozostało otwarte, kobieta została skazana na dożywocie i wyrok ten podtrzymały sądy kolejnych instancji. Kary dla pozostałych oskarżonych zmniejszały się w miarę składanych apelacji. Najmłodszy Krystian M. został po czterech latach więzienia uniewinniony. Podczas procesu R. wskazywała na 17-letniego wówczas M. jako głównego zabójcę, potem odwoływała swoje wyjaśnienia. Sąd okręgowy w 1999 r. skazał Krystiana M. na 15 lat więzienia. Sąd apelacyjny zdecydował o zwróceniu sprawy do pierwszej instancji.

Wtedy w bulwersującej i kluczowej kwestii śladów zapachowych starli się biegli: ekspert policyjny Gwidon Sutowski, autor opinii osmologicznej sprzed pięciu lat, i prof. Tadeusz Tomaszewski z Uniwersytetu Warszawskiego, który twierdził, że nie jest do końca zbadana natura fizyczna i chemiczna śladu zapachowego; nie wiadomo, czy ludzki zapach spełnia kryteria kryminalistyczne, to znaczy, czy jest niepowtarzalny i niezmienny. Nauka nie dysponuje narzędziami, które pozwoliłyby obiektywnie identyfikować zapach – szkolone psy, które są do tego wykorzystywane, to narzędzia niedoskonałe. W tym drugim procesie sąd uniewinnił Krystiana M.

Kolejna wątpliwość prof. Tomaszewskiego dotyczy tzw. okazania śladów zapachowych. W procedurach śledczych przedstawia się świadkowi kilka osób do rozpoznania i on wybiera sprawcę. W przypadku psa badanie (okazanie) osmologiczne wygląda podobnie – jest wiele śladów, w tym pobrany od podejrzanego, i pies idzie od jednego do drugiego materiału porównawczego, wsadza nos w słoiki. Tam, gdzie uzna, że dokonał jakiejś kwalifikacji, oznajmia to szczekaniem. Ale czy na pewno rozpoznał identyczny zapach? A może tylko bardzo podobny? Nie ma pewności, że zapach jest indywidualny dla każdego człowieka. Wiadomo tylko, że wpływają na niego różne czynniki: np. środowisko, zażywane lekarstwa, kosmetyki, a wreszcie emocje.

– Występowałem kilka razy w sądzie – mówi prof. Tadeusz Tomaszewski – aby ocenić tego rodzaju badanie od strony metodologicznej. Jeśli chce się wykorzystać psa tropiącego po śladach, nie wolno tego robić przed pobraniem śladu osmologicznego, gdyż wówczas tropiący przeniesie swój zapach na miejsce zdarzenia. Podobnie zresztą jak ludzie kręcący się w pobliżu albo pobierający materiał porównawczy bez rękawiczek. Opiniowałem kiedyś w sprawie o zabójstwo i doszukałem się w aktach co najmniej 12 błędów osmologów postępujących sprzecznie z metodyką badań.

Na całym świecie wyniki badań wysyła się do innego, niezależnego ośrodka w celu weryfikacji. W Polsce ten warunek nie jest spełniony, gdyż wszystkie ekspertyzy prowadzone są w laboratoriach policyjnych. Czyli pod jedną czapką i według tej samej metodyki. Cała nadzieja, że dowody osmologiczne zweryfikuje sąd, ale nie zawsze tak bywa. Wnioski z analizy wyroków sądów pierwszej instancji opartych na dowodach osmologicznych wypadły zatrważająco: sądy niejako z góry akceptowały przyjęte w badaniach metody jako wiarygodne. A przecież za każdą sygnaturą akt krył się los skazanego. – Wyobrażam siebie – mówi prof. Tadeusz Tomaszewski – że we wszystkich tych sprawach były potem apelacje.

Są i sukcesy

Doktorowi Tomaszowi Bednarkowi, byłemu naczelnikowi Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Stołecznej Policji, który jest współtwórcą polskiej szkoły osmologicznej, trudno się zgodzić z tym, że Sąd Najwyższy zaleca traktowanie dowodu osmologicznego z dużą ostrożnością. Bo dlaczego ten dowód ma być a priori mniej wartościowy? Jeśli został przygotowany z rygorystycznym przestrzeganiem zasad? Mój rozmówca przytacza przykłady skutecznego wykorzystywania badań osmologicznych w procesie karnym.

Sprawa, w której po raz pierwszy uczyniono z nich użytek, dotyczyła kradzieży krzewów z plantacji nadleśnictwa w Białogardzkiem w 1993 r. Na miejscu zdarzenia znaleziono szalik, z którego pobrano ślady zapachowe. Żaden z trzech podejrzanych nie przyznał się, że to jego własność. Pobrano od nich materiał porównawczy i wykonano badania osmologiczne. Wskazywały na Dariusza R. On twierdził, że nigdy nie był na terenie szkółki. Mimo to wyrok skazujący zapadł, a apelacja obrony została odrzucona.

Dwa lata później w Balicach pod Krakowem włamano się do mieszkania i je okradziono. Do odnalezienia sprawcy został użyty pies. Obwąchał ślady butów w pokoju i na balkonie, po czym doprowadził policjantów pod dom, w którym mieszkał Witold B. Badania osmologiczne wykryły u B. zapach ukradzionej peleryny. Sąd uznał Witolda B. za winnego. Jego obrońca w kasacji do Sądu Najwyższego argumentował, że badanie osmologiczne zostało przeprowadzone dwa miesiące po znalezieniu peleryny i nie wiadomo, kto ją przyniósł do domu Witolda B., wszak mieszka tam kilka rodzin. Poza tym pies doprowadził funkcjonariuszy tylko na podwórko. Mogło być tak, że szedł śladem suki, która była w tym budynku. Prokurator pytał: – A dlaczego to pies miałby wybrać tę, a nie inną sukę w okolicy? Sąd Najwyższy uznał, że wynik tych badań osmologicznych jest pełnowartościowy i może być jedynym dowodem obciążającym.

Nie dowód, ale poszlaka

– Może, ale nie musi – podkreśla w swojej pracy doktorskiej Tomasz Bednarek. – To zależy od rzetelności badań i doświadczenia sądu. Jeśli tego zabraknie, nos psa może przetrącić człowieka na całe życie. Taki tragiczny los spotkał pewnego ucznia z Lublina. Był koniec sierpnia 1998 r. 20-letni wtedy A. bawił się na imprezie urodzinowej, w trakcie której doszło do zabójstwa. Jako jeden z podejrzanych został zatrzymany i trafił do aresztu na pięć lat. Proces był poszlakowy, zapadły dwa wyroki skazujące po 15 lat więzienia. Główną poszlaką były ślady zapachowe. Ostatecznie A. po 12 latach życia z piętnem mordercy został w 2010 r. uniewinniony. Sąd okręgowy przyznał mu 208 tys. zł zadośćuczynienia z tytułu niesłusznego aresztowania. Kolejny przykład, gdy prokuratorskie wyniki badań osmologicznych pozostały samotne na polu bitwy po wcześniejszym podważeniu innych klasycznych dowodów, a sąd rozstrzygnął wątpliwości na korzyść oskarżonych, to głośna sprawa zabójstwa studenta Wojtka Króla z 1996 r.

Tragedia zaczęła się od rabunkowego napadu w śródmieściu Warszawy. Za uciekającymi złodziejami rzucili się w pogoń świadkowie zajścia. Jeden ze sprawców Mariusz S., słysząc za sobą odgłosy pościgu, wyciągnął z kieszeni broń, odwrócił się i strzelił, trafiając przypadkowego przechodnia. Śmiertelną ofiarą był student Wojciech Król. Napastnicy odjechali taksówką. Zabezpieczono ślady zapachowe z tego samochodu – należały do Mariusza S. i jego pomocnika Artura K. Chociaż badania były przeprowadzone w trzech laboratoriach kryminalistycznych policji, obrona podważyła zastosowane tam metody, wykazała popełnione błędy. Głośny proces, który prowadziła sędzia Barbara Piwnik, z powodu braku innych poszlak (świadkowie zmieniali zdanie przy rozpoznaniu sprawców) zakończył się uniewinnieniem. Doktor Tomasz Bednarek: – Prokuratura przyznała, że przeprowadzone w toku śledztwa dowody osmologiczne nie odpowiadają warunkom określonym przez Sąd Najwyższy (spełnić ich bowiem częstokroć nie mogą). Zdaniem oskarżyciela błędy popełnione podczas śledztwa powodują tylko, że badania te nie mogą być uznane za samodzielne dowody winy oskarżonych. Nie można zaś im odmówić wartości dowodowej jako poszlakom. W żadnej opinii wydanej w sprawie biegli powołani przez sąd nie stwierdzili przecież, że badania w toku śledztwa dały błędny wynik. Każda zawierała jedynie stwierdzenie, że przeprowadzono je nieprawidłowo. Ostatecznie Sąd Apelacyjny nie podzielił argumentów wniesionych przez prokuraturę i oddalił apelację.

Sprawa zabójstwa Króla dowodzi jasno, jak ważne jest prawidłowe przeprowadzenie ekspertyzy osmologicznej już na początku śledztwa. Wykonana dopiero na końcu, po wcześniejszym wielokrotnym wykorzystywaniu materiału dowodowego, z pewnością nie będzie w stanie naprawić popełnionych błędów.

Ekspert od inkubacji drobiu

Dowody zapachowe zawiodły też w sprawie „Inkasenta”, który zastrzelił kobietę i jej ośmioletniego syna, a potem zamordował jeszcze trzy osoby. Podejrzanego zatrzymano 20 miesięcy po ostatniej zbrodni, po telefonie anonimowej kobiety, która powiedziała, że Wojciech B. jest podobny do mężczyzny z publikowanych w mediach portretów pamięciowych. Podstawowym dowodem oskarżenia były wyniki „eksperymentów osmologicznych”. Uczestniczyło w nich siedem psów specjalnych, przeprowadzono prawie 300 prób. Wyniki wskazywały jednoznacznie na ślady zapachowe Wojciecha B. na miejscu zbrodni.

Wątpliwości w tym względzie nie mieli też powołani przez prokuratora biegli, którzy wprawdzie osobiście w eksperymentach nie uczestniczyli, ale przekonywali sąd o niezawodności identyfikacji osmologicznej. Dopiero w czasie procesu się okazało, że jeden z nich nie miał do czynienia z badaniami osmologicznymi, specjalizował się bowiem w inkubacji drobiu, a drugi od dawna był na emeryturze.

Eksperci nie potrafili wytłumaczyć, dlaczego we wcześniejszej fazie śledztwa eksperyment osmologiczny, którego wynik także miał być absolutnie pewny, wskazał na zupełnie innego mężczyznę. Osobie tej postawiono zarzut popełnienia zabójstwa i dopiero pod koniec śledztwa dochodzenie przeciwko niej zostało umorzone. Obrońcy wskazywali na różne uchybienia ekspertyzy, ale przede wszystkim twierdzili, że wyniki eksperymentów zapachowych wedle stanu wiedzy z 1996 r. w ogóle nie powinny być traktowane jako dowód, ponieważ istnieją rozbieżności proceduralne między metodyką z 1992 r. a nowszą z 1998. Sąd zlecił więc wykonanie kolejnych eksperymentów osmologicznych biegłym z Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. Badanie, które odbywało się w trzech różnych miejscach, ale zawsze z udziałem obrońcy, nie wykazało zgodności zapachowej śladów dowodowych ze śladem pobranym od Wojciecha B. Najprawdopodobniej w materiałach dowodowych nie było w ogóle zapachu ludzkiego nadającego się do identyfikacji.

Sąd prawomocnie uniewinnił oskarżonego. – Można by odnieść wrażenie, że badania osmologiczne prowadzone na mocy wytycznych z 1992 r. zostały poddane ostrej krytyce – zauważa dr Bednarek. – Ale sąd apelacyjny nie zakwestionował badań późniejszych, wykonanych w Centrum Szkolenia Policji w Legionowie. Zważywszy na przewlekłość postępowań sądowych, często podważa się wartość badań osmologicznych tylko na podstawie różnic między obecną a wcześniejszą metodyką badawczą. Ale gdyby nie nowelizacja metodyki, prawdopodobnie nie byłoby możliwości uniewinnienia oskarżonego o zabójstwo Wojciecha B.

Okładka tygodnika WPROST: 14/2014
Więcej możesz przeczytać w 14/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także