Życie w rękach ministra

Życie w rękach ministra

Dodano: 
Zbigniew Ziobro
Zbigniew Ziobro / Źródło: Newspix.pl / KAROL SEREWIS
Sprawiedliwość w wymierzaniu kary to nie jest widzimisię z ulicy – mówią sędziowie SN. Minister Ziobro na drugiej szali kładzie społeczne poczucie sprawiedliwości.

Zmarnowałam przy tobie trzy lata mego życia – powiedziała Anna Sz. Mateuszowi, pakując swoje rzeczy do walizki. Wszyscy w Lubartowie mówili o nich: taka piękna para. I jak się kochają! Trzymali się za ręce już w liceum. Potem ona poszła na studia do Lublina, on pauzował, bo nie zdał na medycynę. Żeby młodzi byli razem, jego rodzice urządzili im mieszkanie w Lublinie. Właśnie z tego lokalu Anna Sz. wyprowadzała się 8 sierpnia 2013 r. po trzech latach narzeczeństwa. Pod blokiem czekała na córkę i jej walizki Ewa Sz. W rodzinnym domu Anna otrzymała od Mateusza SMS: „Już podjąłem decyzję, wiem, co mam zrobić”. Poprosiła matkę, aby w nocy spały razem. Sprawdziła, czy wszystkie okna są pozamykane, a pies waruje koło drzwi.

O wpół do siódmej rano Ewa Sz. wyszła z psem na spacer. Kiedy wróciła po godzinie zdziwiła się, że drzwi wejściowe nie są zamknięte na klucz. Weszła do sypialni i zobaczyła córkę leżącą na podłodze w kałuży krwi. Gardło martwej dziewczyny było dwukrotnie przecięte, łącznie z tętnicą. W tej samej godzinie policjant na posterunku w miejscowości Tarło pod Lubartowem odebrał telefon, że jakiś chłopak rzuca się pod przejeżdżające samochody. Niedoszły samobójca jest poparzony, z twarzy zwisa mu płat spalonej skóry. Następna wiadomość dotyczyła płonącego samochodu, który palił się w pobliżu. Desperatem okazał się 21-letni Mateusz K. Proces przed Sądem Okręgowym w Lublinie odbywał się przy drzwiach zamkniętych. Publiczność stała na korytarzu, raz po raz krzykiem domagając się dla Mateusza K. kary śmierci. Prawomocny wyrok brzmiał: 12 lat więzienia. Do niedawna kończyłoby to prawniczą batalię dotyczącą bezpośrednio jego wysokości.

Skazany chodzi po ulicy

W polskiej procedurze karnej obowiązuje system dwuinstancyjny. Czasem błędnie za trzecią instancję przyjmowana była kasacja składana do Sądu Najwyższego. Kasacja jest przewidziana jedynie na wypadek konieczności skorygowania fundamentalnych błędów popełnionych w procedurze sądowej. Sytuacja zmieniła się jednak rok temu. Mocą ustawy z 11 marca 2016 r. do kodeksu postępowania karnego został wprowadzonynadzwyczajny środek zaskarżenia w sprawach o zbrodnie wyłącznie z powodu niewspółmierności kary. Takie uprawnienie do wystąpienia z wnioskiem o zwiększenie kary ma tylko minister sprawiedliwości – prokurator generalny. Osoby pokrzywdzone przez prawomocnie już skazanego zyskały szansę na zmianę wyroku nawet wówczas, gdy pod względem prawnym proces sądowy nie miał żadnych uchybień. Droga do takiej „superkasacji” nie musi prowadzić przez kancelarie adwokackie. Minister Zbigniew Ziobro dostaje listy od poszkodowanych czy petycje z wieloma podpisami powiadamiające go, że zapadł wyrok w odczuciu miejscowego społeczeństwa bardzo niesprawiedliwy. Sygnałem jest też internetowa akcja komentowania wyroku w głośnej medialnie sprawie. Tak właśnie zdarzyło się w Lubartowie.

Oburzenie mieszkańców z powodu zbyt niskiego ich zdaniem wyroku dla mordercy studentki gwałtownie wzrosło, kiedy kilka tygodni później skazany pojawił się w miasteczku. Ludzi nie interesowała opinia biegłych psychiatrów i psychologów spierających się w czasie procesu, czy u Mateusza K. w chwili mordowania narzeczonej wystąpiła reakcja dysforyczna (rodzaj obniżonego nastroju), czy też afektywna (odmiana zaburzenia psychicznego). Chłopak był na wolności! Natknęła się na niego koleżanka ofiary. Okazało się, że dostał przepustkę na zabieg operacyjny niemożliwy do przeprowadzenia w szpitalu więziennym. Ale takie wyjaśnienie „ulicy” nie przekonało. W internecie pojawiły się insynuacje, że dobrze sytuowana rodzina Mateusza K. przekupiła sędziów i służbę więzienną. W efekcie do Sądu Najwyższego wpłynęła kasacja nadzwyczajna ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego na niekorzyść od wyroku SA w Lublinie. Zdaniem Zbigniewa Ziobry doszło do rażącej niewspółmierności orzeczonej kary w stosunku do wagi popełnionego przestępstwa. Mateusz K. pozbawił życia Annę Sz. z błahego powodu. „Kara 12 lat więzienia nie spełnia wymogów prewencji indywidualnej i nie czyni zadość potrzebom w zakresie kształtowania świadomości prawnej społeczeństwa” – stwierdził minister. Nie ustalono jeszcze terminu wniesienia sprawy na wokandę.

Została natomiast rozpoznana 30 marca w Izbie Karnej inna kasacja nadzwyczajna wniesiona na niekorzyść skazanych przez ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego. Chodziło o podważenie wyroku SA w Lublinie, jaki otrzymali nastoletni Kamil N. i Zuzanna M., którzy w nocy z 12 na 13 grudnia 2014 r. w Rakowiskach, woj. lubelskie, zamordowali rodziców Kamila, gdyż ci nie aprobowali związku młodocianej pary. Głośny proces był szeroko opisywany w większości mediów.

Życie za życie

Sąd okręgowy, a następnie apelacyjny skazał dziewczynę i chłopaka na kary po 25 lat więzienia i zastrzegł warunkowe zwolnienie nie wcześniej niż po 20 latach. Nadzwyczajna kasacja od tego prawomocnego wyroku zawierała zarzut rażącej niewspółmierności kar dla sprawców. Minister Zbigniew Ziobro domagał się dla morderców dożywocia. Zbrodnia była bowiem zaplanowana, wykonana z zimną krwią. Sprawcy kłuli swe ofiary nożem kilkanaście razy. Zuzanna M. próbowała odciąć ojcu Kamila ręce, bo był tam ślad po jej zębach. Kasacja została oddalona. Na rozprawie bardzo obszerne uzasadnienie takiego postanowienia przedstawił Stanisław Zabłocki, prezes SN. Największa sala rozpraw była pełna publiczności.

Przyszli też studenci prawa. – Punktem wyjścia przy ocenie zasadności podniesionego w kasacji zarzutu – wyjaśniał sędzia sprawozdawca – powinno być dokładne wyjaśnienie, co się kryje za sformułowaniem „rażąca niewspółmierność kary”. Pojęcie to nie oznacza nic konkretnego. Określa tylko relację, w jakiej pozostają do siebie dwie sytuacje. Jednym z obiektów tej relacji jest pojęcie kary orzeczonej za zbrodnie. W przypadku zbrodni w Rakowiskach – popełnionej przez młodocianych. Kodeks karny nakazuje sądowi, aby wymierzając karę młodocianemu lub nieletniemu, kierował się przede wszystkim tym, aby sprawcę wychować. W art. 54 par. 2 k.k. wyrażony jest zakaz skazywania na dożywocie przestępcy, który w czasie popełnienia przestępstwa nie ukończył 18 lat. Orzeczenie kary dożywotniego pozbawienia wolności wobec tej kategorii sprawców możliwe jest wyłącznie wówczas, gdy z okoliczności sprawy w sposób niewątpliwy wynika, że realizacja celu wychowawczego w ogóle nie jest możliwa. Sędzia przypomniał, że wielu przedstawicieli nauki prawa karnego uważa zarówno dożywocie, jak i 25 lat za kratami za kary tego samego rodzaju, przy czym ta druga jest zamaskowaną postacią pierwszej, spełniającą całkowicie jej funkcje. Szczególnie gdy do więzienia idzie na 25 lat człowiek bardzo młody, zaledwie kilkunastoletni. Dla niego ćwierć wieku odosobnienia to psychologiczne dożywocie. Kamil N. zamordował rodziców zaledwie trzy dni po ukończeniu 18. roku życia. Zuzanna M. miała 18 lat i osiem miesięcy.

– W tej sprawie – zauważył prezes SN Stanisław Zabłocki – za rażąco niewspółmierną należałoby uznać niekwestionowaną przez autora kasacji karę 25 lat więzienia. Jak zważył SN, z akt sprawy nie wynikało, że realizacja wychowawczego celu kary w stosunku do Zuzanny M. i Kamila N. jest w ogóle niemożliwa. W szczególności przeczą temu opinie biegłych wskazujących, że osobowość skazanych jest jeszcze w trakcie kształtowania się. Z wywodów zawartych w kasacji wynika, że głównym powodem, który przemawia za wymierzeniem kary dożywocia jest bardzo wysoki stopień społecznej szkodliwości przypisanego im czynu. Ale młodocianym nie można wymierzyć surowszej kary, niżby to wynikało z prymatu celu wychowawczego. Sędzia sprawozdawca omówił dowody z akt świadczące na korzyść młodocianych morderców, które autor kasacji pominął. Na koniec odniósł się do ostatecznego argumentu ministra Ziobry, że w tej drastycznej sprawie o zabójstwo jedyną karą, która byłaby w stanie zaspokoić społeczne poczucie sprawiedliwości, jest dożywocie. – Akt wymiaru sprawiedliwości karnej – powiedział – nie może się sprowadzać do bezrefleksyjnego odwetu. Warto dodać, że opinia publiczna najczęściej zna tylko podane przez media drastyczne szczegóły. Nie zna natomiast wszystkich dyrektyw wymiaru kary, ich wzajemnych relacji. Często nie ma świadomości, że na wysokość wyroku wpływają również okoliczności leżące poza czynem.

Siedem Tysięcy podpisów

Dwa miesiące wcześniej w tej samej sali rozpraw zapełnionej głównie przez kilkudziesięciu młodych mieszkańców Podhala (przyjechali wynajętym autokarem) nadzwyczajna kasacja ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego została przyjęta. Sprawa 20-letniego Dawida M. z Rabki skazanego na 15 lat będzie ponownie rozpatrywana przez SA w Krakowie z zaleceniem wydania surowszego wyroku. Sam proces na Podhalu opisywałam we „Wprost”, tu tylko przypomnę okoliczności dramatu: Dawid M. pokłócił się ze swoją dziewczyną. 30 listopada 2013 r. postanowił wspólnie z sześcioma kolegami, też mieszkającymi w Rabce, spędzić andrzejki w odległym o 20 km Nowym Targu. Ok. godz. 22 chłopcy z Rabki zajęli miejsce naprzeciw dyskotekowego klubu o nazwie ADHD.

Wyzwiskami: „Cwele, pedały, kurwy” zaczepiali miejscowych. Chwilę potem pod dyskoteką zaczęła się bójka tubylców z przybyłymi. Niemal już pod koniec do akcji włączył się Dawid M. Zaciągnął na głowę kaptur, z kieszeni wyjął nóż. Wbiegł między chłopaków z Nowego Targu, kilkakrotnie uderzył jednego z nich, zupełnie mu nieznanego Andrzeja Krzysztofiaka. 12-centymetrowe ostrze zagłębiło się w głowę ofiary po rękojeść. Krzysztofiak umarł następnego dnia. Był zawodnikiem hokejowego klubu MMKS Podhale. Duma rodziców: ambitny, pracowity, sam chciał zarobić na studia. Dawid M. nie miał tak szczęśliwego dzieciństwa jak jego ofiara. Wychowywała go babcia, gdyż matka pracowała na utrzymanie domu w Niemczech. Ponadprzeciętnie inteligentny już jako niepełnoletni wchodził w konflikt z prawem. Mimo kilkakrotnej zmiany szkoły maturę zdał dobrze. – Nie chciałem go zabić – zeznał Dawid M. podczas pierwszego przesłuchania. – Nie pamiętam, abym uderzył tego chłopaka nożem, w ogóle nie pamiętam, co się zdarzyło pod dyskoteką. Kiedy wybieraliśmy się do Nowego Targu, piłem alkohol i zaaplikowałem sobie narkotyk.

Przed Sądem Okręgowym w Nowym Sączu oskarżony przeprosił wszystkich bliskich Andrzeja Krzysztofiaka. Wyznał, że się zmienił, uwierzył w Boga i przeszedł nawrócenie. Rodzina ofiary pokajania nie przyjęła. – On to powiedział z wyrachowania, licząc na to, że sąd potraktuje go łagodniej – oceniał ojciec zamordowanego. W maju 2015 r. sąd okręgowy skazał Dawida M. na dożywocie z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 25 latach. W uzasadnieniu wyroku sędzia odwołał się do społecznego poczucia sprawiedliwości. Obrońca skazanego podniósł w apelacji, że konieczne jest ustalenie stopnia winy skazanego. – Zajście nie miało charakteru pobicia trzech chłopaków z Nowego Targu, ale zwykłej bójki wszystkich uczestników. Kara dla Dawida M. jest rażąco niewspół-miernado winy – przekonywał mecenas. – Nawet w największym zbrodniarzu zawsze jest iskierka dobra. Można ją rozdmuchać albo zdeptać. W styczniu 2016 r. SA zmienił wyrok na łagodniejszy – 15 lat.

Z uzasadnienia: „Nie sposób podzielić poglądu SO, że oskarżony działał z zimną krwią wskazującą na jego determinizm. Treści SMS-ów wysyłanych kilka godzin wcześniej do jego dziewczyny świadczyły o stanie emocjonalnym autora: wzburzeniu, pobudzeniu. Nie można też pomijać faktu, że starcie pod dyskoteką zaczął Krzysztofiak, uderzając przyjezdnego »z główki«”. Zrozpaczona rodzina ofiary nie pogodziła się z obniżeniem wyroku. Na specjalnie założonej dla wyrażenia protestu stronie internetowej bliscy zmarłego Krzysztofiaka zapowiedzieli, że nie spoczną, dopóki M. nie zostanie prawomocnie skazany na dożywocie. O zainteresowanie się sprawą poprosili prokuratora generalnego. Ponad 7 tys. osób poparło ten apel na Facebooku. Na nowotarskim rynku odbyła się manifestacja mieszkańców oburzonych niskim wyrokiem dla mordercy Andrzeja Krzysztofiaka. Minister Zbigniew Ziobro wystąpił do SN o nadzwyczajną kasację wyroku na niekorzyść skazanego. Na rozprawie obrońca podnosił, że odwoływanie się Sądu Okręgowego w Nowym Sączu do społecznego poczucia sprawiedliwości można określić jako populizm penalny. A od tego wymiar sprawiedliwości musi być wolny. Sędzia SN, ogłaszając uwzględnienie kasacji ministra sprawiedliwości – prokuratora generalnego opartej na rażącej niewspółmierności kary do czynu, przypomniał ten rozdział konstytucji, który mówi o prawie każdego człowieka do życia. Przy ocenie zabójstwa chronione prawem życie jest wartością absolutnie bezcenną. I w tym aspekcie kara musi zaspokoić społeczne poczucie sprawiedliwości.

Potrzebne nowe podejście

Do sądu – również Najwyższego – nie przychodzi się z kalkulatorem. Każda rozpatrywana sprawa to czyjeś życie tak indywidualne, że nie poddaje się statystykom. Nadzwyczajnych zaskarżeń prawomocnego wyroku wniesionych przez ministra sprawiedliwości na podstawie ubiegłorocznej nowelizacji kodeksu postępowania karnego jest jeszcze niewiele, ale to dopiero początek. Młyny sprawiedliwości mielą powoli. SN wskazuje – i mówił to na rozprawie dotyczącej morderców z Rykowisk Stanisław Zabłocki – że musi być zachowana równowaga pomiędzy oczekiwaniami żądnego zemsty społeczeństwa a stopniem zawinienia konkretnego przestępcy. Nadzwyczajna kasacja oparta jedynie na rażącej niewspółmierności kary, do której wniesienia jest uprawniona tylko jedna osoba w Polsce, zachwiała dotychczasowym systemem instytucji kasacji, dotąd służącej do korekty rażących błędów prawnych, nie zaś kształtowania polityki kryminalnej. Teraz trzeba wypracować nowe standardy rozpatrywania tak nadzwyczajnych środków zaskarżenia. Jak to jest trudne dla opinii publicznej, pokazują trzy sprawy, nad którymi pochylili się, lub wkrótce pochylą, sędziowie Sądu Najwyższego.

Okładka tygodnika WPROST: 21/2017
Artykuł został opublikowany w 21/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także